Forum


Warning: Missing argument 2 for wpdb::prepare(), called in /wp-content/plugins/mingle-forum/wpf.class.php on line 841 and defined in /wp-includes/wp-db.php on line 1292

Witaj Gość 

Pokaż/ukryj nagłówek

Witaj Gościu, pisanie na forum wymaga rejestracji.





Strony: [1]
Autor Temat:Niesłuszne zatrzymanie - czy da się coś zrobić? (długie)
anonypl
Żółtodziób
Posty: 1
Post Niesłuszne zatrzymanie - czy da się coś zrobić? (długie)
w: August 12, 2012, 23:17

Witam serdecznie. Szukam pomocy dotyczącej sytuacji, jaka przytrafiła mi się w marcu 2009 roku, a której finał nastąpił w lutym 2010 roku. Nie mam w tej chwili środków finansowych pozwalających mi na skontaktowanie się z jakąkolwiek kancelarią prawną i sfinansowanie procesu, domyślam się jednak, iż istnieją prawnicy, którzy widząc potencjalną możliwość uzyskania wysokiego odszkodowania, mogliby podjąć się tej sprawy w zamian za wysokie honorarium po wygraniu. Jeśli jestem w błędzie, to proszę, wyprowadźcie mnie z niego 🙂

Sytuacja wyglądała następująco. W grudniu 2008 roku moja ówczesna partnerka, z którą stanowiłem luźny (nie sformalizowany) związek rozpoczęła pracę u znajomego. Byłem świadkiem pobierania przez nią wynagrodzenia, nie wnikałem nigdy w szczegóły "papierowe" tejże pracy, jednakże wiem, iż ją wykonywała. W okolicach lutego 2009 roku usłyszałem od niej, że zamierza wziąć kredyt gotówkowy. Nie ingerowałem jednak nigdy w sprawy finansowe, gdyż nasze budżety były oddzielne, a może inaczej - opierały się na uznaniowej pomocy z mojej strony. Wiedząc, iż chce ona wziąć kredyt, myślałem, że mówi o kredycie na hipotekę (posiadała dom z bardzo dużą działką), okazało się później, iż poszukuje zwykłego kredytu gotówkowego. Z tego, co się zorientowałem, musiała jednak poczekać na moment, w którym minie 3 miesiące od rozpoczęcia pracy, aby bank przyjął zaświadczenie o zarobkach. W okolicach połowy marca udała się ona do placówki banku X, gdzie już posiadała jeden, regularnie spłacany kredyt gotówkowy - celem konsolidacji kredytu + posiadanej karty kredytowej oraz "dobrania gotówki". Udzielenia kredytu odmówiono, a konkretniej zaproponowano "dodatkową weryfikację", na co moja eks nie zgodziła się, twierdząc, że jest to "niepotrzebne zawracanie czterech liter". W międzyczasie jednak przypomniała sobie, że otrzymała z banku Y (w którym posiadała już jedną kartę kredytową) ofertę kredytu gotówkowego "na dowód" i że zamiast konsolidować pożyczki, po prostu szybko załatwi sobie ten drugi.

Zostałem poproszony przez moją ex o pomoc przy formalnościach, gdyż często miewała problemy z poprawnym wypełnieniem treści, tj. zdarzało jej się mylić przy wypisywaniu dokumentów. Zgodziłem się i zawiozłem ją do placówki banku Y. Na miejscu pracowniczka banku stwierdziła, że kredyt faktycznie jest do wzięcia, wystarczy dowód osobisty. Wysokość kredytu wynosiła ok. 25.000 zł. Pracowniczka poprosiła o wypełnienie kwestionariusza (dane osobowe, itp.), wszystkie pola wypełniłem ja, pod dyktando mojej ówczesnej partnerki. Wszelkie podpisy, itp., naniosła ona. Nie miałem jakiegokolwiek powiązania prawnego, czy nieformalnego z owym kredytem - nie czerpałbym korzyści z jego zawarcia oraz nie występowałem w żadnym miejscu umowy na jego zaciągnięcie. Innymi słowy - mogłem równie dobrze być taksówkarzem, którego o pomoc poprosiłaby nieznajoma, np. z powodu bólu ręki.

W trakcie przygotowywania formalności, pracowniczka banku zaczęła proponować mojej partnerce również kartę kredytową. Karta nie była jej potrzebna, więc kilkakrotnie odmówiła, jednak widząc ciągłe nakłanianie (prawdopodobnie z powodu dodatkowej prowizji dla pracowniczki banku), finalnie zgodziła się również na kolejną kartę, twierdząc, że najwyżej z niej nie skorzysta. Limit karty miał mieć wysokość 5000 zł. Pracowniczka, w trakcie wklepywania danych do komputera, spostrzegła wypełnione i podbite zaświadczenie o zarobkach i wspomniała, że bardzo jej się ono przyda i przyspieszy proces przyznania karty oraz kredytu. Eks powiedziała jej, że jest ono nieważne, gdyż znajduje się na blankiecie innego banku i było potrzebne do kredytu konsolidacyjnego, jednak pracowniczka nalegała, więc zaświadczenie to zostało dołączone do dokumentów. W tym momencie zaczęły się "problemy z systemem". Wedle pracowniczki, wniosek z powodu awarii został wysłany kilkakrotnie i w związku z tym nie będzie mógł być rozpatrzony od razu. Poprosiła o kontaktowy numer telefonu i przygotowanie się na wizytę w dniu następnym.

Wieczorem tego samego dnia do mojej eks zadzwonił telefon, pracowniczka banku stwierdziła, że wszystko jest już przygotowane i zaprasza następnego dnia w godzinach 10:00-15:00 do placówki celem podpisania umowy. Zostałem ponownie poproszony o podwiezienie mojej eks do banku (odległość 50 km od jej miejsca zamieszkania), co też uczyniłem. Kolejnego dnia podwiozłem ją do banku, jednak wiedząc, że sprawa zajmie chwilkę, nie wchodziłem do środka. Korzystając z przyjemnej pogody rozprostowywałem nogi niedaleko samochodu, gdy w pewnym momencie zaszło mi drogę trzech "osiłków", którzy okazali się być... policjantami. Zostałem zakuty w kajdanki, jak pospolity przestępca, następnie przeszukany, wysłuchałem dziesiątek wyssanych z palca historii, gróźb, obelg, a następnie doprowadzony do nieoznakowanego radiowozu. Okazało się, że wraz z moją eks, zostaliśmy zatrzymani z powodu wyłudzenia kredytu...

Po kilku godzinach zabaw w "złego" i "dobrego" policjanta, opowieściach typu "no już przestań, ona się przyznała i powiedziała nam jak było", itp., nadal nie wierząc w to, co się dzieje, zostałem... zatrzymany w areszcie. Po zabraniu wszystkich rzeczy osobistych i wyciągnięciu mi sznurówek z butów trafiłem do celi, w której później, dla "lepszego towarzystwa" znalazł się m.in. pan przywieziony przez ABW, który opowiadał o swoich gangsterskich przebojach, itp., itd. Nie muszę dodawać, że czas spędzony w areszcie był moim najgorszym życiowym doświadczeniem, którego piętno mam w sobie do dziś. Nigdy nie miałem żadnych konfliktów z prawem, poza jednym mandatem za przekroczenie prędkości.

Następnego dnia zostałem zawieziony na inny komisariat policji, a następnie do prokuratury. Jak się później okazało, nie zostały sporządzone żadne dokumenty zatrzymania, więc poszukiwanie mnie przez rodzinę nie przyniosło żadnego skutku - na policji nie było wzmianki o tym, że zostałem zatrzymany. Pojawiły się one z pewnością dopiero "po fakcie". Moja eks jest matką dwójki dzieci, które w tamtym czasie miały po 13 i 14 lat, pozostały w domu bez jakiejkolwiek opieki i ciężko mi jest sobie wyobrazić, co działo się w ich głowach, gdyż nie miały żadnej (!) informacji o tym, co stało się z ich mamą. Tuż przed "wypuszczeniem na wolność", moja eks została zmuszona przez policję do podpisania dokumentu ze wsteczną datą (pod groźbą pozostania w areszcie - co, jak już dziś wiem, byłoby bezprawne), że jej dzieci miały w czasie jej zatrzymania zapewnioną opiekę. Myślę, że takie drobnostki, jak przekazanie kluczy od mojego domu, wraz z pendrivem pełnym poufnych danych poprzedniemu właścicielowi samochodu (auto było już po zakupie, ale jeszcze nie przerejestrowane, natomiast umowa kupna pozostała w domu), czy ciągłe straszenie mnie pobiciem lub stwierdzeniami "masz jakieś narkotyki? nie? a chcesz, żebyśmy zaraz jakieś przy tobie znaleźli?" to mało istotne elementy całej sprawy.

Na prokuraturze moja eks, mając już kompletnie "wypraną głowę", przyznała się do zarzucanych jej czynów (tj. wyłudzenia kredytu) - gdyż na policji powiedzieli jej, że jeśli tego nie uczyni, to nie wyjdzie. Ja nie przyznałem się. Wspólnie otrzymaliśmy zarzuty, co do których kara maksymalna wynosiła po 8 lat pozbawienia wolności. Prokurator zarządził poręczenie majątkowe (w moim przypadku w wys. 300 zł, które to musiałem wypłacić z bankomatu, do którego zostałem przeprowadzony w kajdankach przez całe wrocławskie osiedle) oraz dozór policyjny, dwa razy w tygodniu.

Kilka dni po zatrzymaniu, skontaktowaliśmy się z wrocławskim prawnikiem. Po zapoznaniu się z aktami, prokurator zmienił charakter mojego "czynu" na spełniający znamiona czynu z art. 272 kk. Prawnik zgodził się poprowadzić sprawę, która finalnie zakończyła się uniewinnieniem. Sąd w trakcie przewodu przeprosił mnie personalnie i nie mógł się nadziwić dlaczego w ogóle trafiłem przed jego oblicze. Prokuratura odwołała się, twierdząc, iż wyrok został zasądzony błędnie, jednak sąd apelacyjny nie miał wątpliwości - zarówno ja, jak i moja eks, jesteśmy niewinni. Wyrok ten zapadł i uprawomocnił się w lutym 2010 roku. 

I teraz do rzeczy. Mój związek rozpadł się przez całe to zamieszanie. Tuż po wyjściu z aresztu, zacząłem ponownie palić papierosy, gdyż nie poradziłem sobie ze stresem. Moja eks wpadła w alkoholizm. Przez cały czas trwania sprawy, w tym m.in. przez pół roku, gdy trwał tzw. dozór policyjny, nie byłem w stanie wykonywać swojej pracy. Jestem muzykiem, który występuje w klubach oraz producentem muzycznym. Nie wiem ile osób widziało mnie paradującego w kajdankach po wrocławskich osiedlach, wyraźnie jednak moja obecność na scenach wrocławskich klubów diametralnie spadła. Niestety, nie tak łatwo to udowodnić "na papierze". Dwa razy w tygodniu - bez względu na miejsce mojego pobytu - musiałem być we Wrocławiu, wydając setki złotych miesięcznie na samą benzynę (przywoziłem też na komisariat moją eks, która mieszkała 50km dalej). Nasze drogi się rozeszły i wiem, że ona nie ma zamiaru działać w sprawie jakiegokolwiek odszkodowania, gdyż cała ta sytuacja naszarpała jej zbyt dużo nerwów i odetchnęła, gdy wszystko się skończyło. Ja jednak zastanawiam się, czy nie można teraz czegoś zrobić. W sytuacji gdy nie miałem żadnego związku z kredytem; całość związana była z błędem w dacie na niewymaganym zaświadczeniu o dochodach, który zasugerował bankowi i policji próbę wyłudzenia kredytu (błędnie wpisano datę złożenia wniosku o rozpoczęcie działalności zamiast faktycznego rozpoczęcia działalności) - pomijam, że prokuratura potrafiła wysyłać listy datowane na 3009 rok lub policja w dokumentach pisała o zatrzymaniu w dniu 24 stycznia, gdy faktycznie miało miejsce 24 marca. Nie zmienia to jednak faktu, iż moja "obecność" w całej tej sytuacji, nawet gdyby do wyłudzenia kredytu doszło, jest żadna. Nie podpisywałem się pod żadnymi dokumentami, nie czerpałbym żadnych korzyści z udzielonego kredytu (choć w zeznaniach pracowniczki banku padło fałszywe stwierdzenie, iż moja eks zadała mi ponoć pytanie "bierzemy ten kredyt?"), nikogo do niczego nie zmuszałem, itp., itd. Życiowo natomiast mam "wyjęty" rok, w trakcie którego nie rozwijałem się artystycznie, nie byłem w stanie skupić się na tworzeniu oraz niewykonalne w moim przypadku były występy oddalone o kilkadziesiąt, czy kilkaset kilometrów od Wrocławia, nie wspominając o występach zagranicznych.

Tutaj pojawia się moje pytanie - czy ktoś ma pomysł lub ochotę zaangażować się w sprawę o odszkodowanie? Czy na takie odszkodowanie mogę liczyć ze strony banku? (pracowniczka, która podała mój rysopis jako "współwinnego"), czy prokuratury? Ile mam na to czasu, biorąc pod uwagę, że wyrok uniewinniający uprawomocnił się w lutym 2010 roku? Czy warto w tę sytuację angażować media? Czuję ogromną niesprawiedliwość, gdyż nikt nie odda mi straconego roku życia, zdrowia i nerwów. Samo "przepraszam" za przeżycia, których nikomu nie życzę, nie wystarczy. Zdaję sobie sprawę, że nie mam szans na udowodnienie policji, iż byłem zastraszany i szykanowany. Jednak skoro dla sądu absurdalnym wydawał się być fakt, że w ogóle zostałem oskarżony, to być może jest to podstawa do ubiegania się odszkodowania ze strony prokuratury?

Pozdrawiam wytrwałych,

póki co anonimowo.

Strony: [1]
Mingle Forum by cartpauj
Wesrja: 1.0.31.3 ; Strona wczytana w 0.036 sekund

Ankieta

Jakie, Twoim zdaniem, będą losy rządu utworzonego przez PiS?

View Results

Loading ... Loading ...

Ilu użytkowników online

Users: %GUESTS_SEPERATOR%2 Guests%BOTS_SEPERATOR%3 Bots